Takahiro po zakończeniu serializacji Akame ga Kill! nie brał udziału przy niczym „większym”(tj. w kategorii komiksów), jednak jeśli spojrzeć na jego portfolio to od razu widzimy, że nie tylko tworzy skrypty pod mangi ale również aktywnie działa w branży anime – i najpopularniejszą pozycją, przy której brał udział zapewne będzie Yuki Yuna is a Hero(ciekawym również może być fakt, że tworzył chardesigny do hentaja – 15 Bishoujo Hyouryuuki).

Wracając jednak – autor w pewnym momencie wziął się za tworzenie skryptu do całkiem nowej mangi – Mato Seihei no Slave. Jest to akcyjniak ecchi(i przy okazji isekai, choć kwestia skoków pomiędzy światami jest póki co tylko podstawą do backstory) w klasycznym settingu ale z kilkoma „unowocześnieniami” i naprawdę świetnym jak na ten typ mangi stylem artystycznym.

Mato Seihei no Slave - kadr z mangi 01
Mato Seihei no Slave - kadr z mangi 02
Mato Seihei no Slave - kadr z mangi 03

Akcja dzieje się w świecie równoległym – Mato; jest to miejsce wypełnione bo brzegi demonami, do którego „wejścia” pojawiały się na terenie całej japonii kilkadziesiąt lat wcześniej. Wydarzenie było nie tylko krwawym kamieniem milowym w historii ludzkości ale również był momentem, kiedy to kobiety zaczęły przeważać statusem społecznym nad męską częścią populacji. Stało się tak ponieważ nie było realnych opcji walki z demonami do czasu odkrycia „gruszek” – dziwnych owoców, które dawały nadprzyrodzone moce tylko i wyłącznie płci pięknej; z tego też zrodziła się idea utworzenia kobiecych, anty-demonicznych oddziałów. Kobiety więc oprócz nowych mocy były trenowane specjalnie do walki z siłami zła.

Mangę śledzimy z perspektywy jednego z bardzo niewielu mężczyzn, który miał nieprzyjemność trafić do świata Mato wracając ze szkoły… kiedy jest przekonany, że są to jego ostatnie chwile zjawia się przed nim dowódca jednego z oddziałów, który stacjonuje w obcym świecie.

Ratunek wydaje się chwilowy – w mgnieniu oka zjawiają się hordy demonów, z którymi nawet dowódczyni nie jest w stanie sobie poradzić – wtedy też proponuje mu ona specjalny układ, sytuacja będzie do odratowania jeśli chłopak zdecyduje się być jej… niewolnikiem. Dziewczyna włada specjalną mocą, która wyciąga moc i siłę z istot, które zniewoli – i tak też dzieje się przy zniewoleniu ludzi, a w tym przypadku chłopca imieniem Yuki.

Mato Seihei no Slave - kadr z mangi 04
Mato Seihei no Slave - kadr z mangi 05
Mato Seihei no Slave - kadr z mangi 06

Stosowanie tej mocy jednak ma swoją cenę… za każdym razem kiedy dowódca(lub moc „zadzierżawi” jakakolwiek inna członkini oddziału) użyje mocy Yukiego po zakończonej walce/treningu musi spełnić podświadome, „zboczone” rządze bohatera. Tutaj też dochodzimy więc do części ecchi – na początku są to całkiem niewinne ujęcia bielizny, czy inne fanserwisowe kadry – jednak z czasem jest tego co raz więcej i szkice te stają się co raz bardziej „śmiałe”.

Tak więc oprócz skąpo ubranych, ponętnych dziewczyn mamy sporo fanserwisu, który pozytywnie kontrastuje z materiałem w postaci akcji.

Po wyjaśnieniu „nagród” z używania mocy przechodzimy do momentu właściwego – Kyouka zabiera Yukiego do siedziby oddziału, w której stacjonują i ma być on ich „niewolnikiem”… choć w praktyce to po prostu ma być zarządcą obiektu, gdzie sprząta, gotuje i pomaga dziewczynom.

Mato Seihei no Slave - kadr z mangi 07

Przez pewien czas wydawać się może że manga może zapaść w jakieś limbo braku pomysłu, jednak bardzo szybko okazuje się, że twórca zaskakuje czytelnika co raz to nowszymi pomysłami na uniwersum, plot-twistami, akcją, ecchi i całość zdaje się być zgrabnie wyważona.

Rozdziały nie są zbyt długie(oprócz kilku pierwszych) – są zazwyczaj ~20 stronnicowe, które czyta się bardzo lekko(dialogi i narracja są treściwe); niektóre z rozdziałów w większości składają się z akcji, więc tym bardziej ułatwia się czytanie i możemy wskoczyć z miejsca nie martwiąc się wykorzystaniem potencjalnie dużego nakładu czasu.

Po mandze widać, że zarówno twórca skryptu jak i artysta czują się znakomicie realizując swoje pomysły – wprowadzają nowych bohaterów kiedy trzeba, fanserwis stąpa nie raz bo BARDZO cieńkiej granicy ale jednocześnie wyraźnie zarysowanej; fabuła cały czas się rozwija, odkrywając powoli karty i zgrabnie wykorzystuje ideę walki z demonami.

Jest to dzieło jak najbardziej warte uwagi i dokładnie wiedzące czym chce być – Akame ga kill mogło mieć miejscami „kryzys tożsamości”, czy cierpieć na sztucznie wydłużanie, natomiast Mato Seihei no Slave nie daje po sobie tego poczuć.